Kilkanaście tysięcy ludzi spotka się czwartego czerwca na wrocławskim rynku, aby w ramach trzeciej edycji festiwalu kulinarnego „Europa na widelcu” zakosztować nieznanych potraw i napojów, obejrzeć pokazy gotowania w wykonaniu najlepszych specjalistów, a przy okazji posłuchać dobrej muzyki.

2010europanawidelcu06-300x200

Europa na podniebieniu

Naturalna ciekawość świata, właściwa większości ludzi, dotyczy także jedzenia. Chcemy poznawać przysmaki innych nacji, ich produkty, pragniemy poszerzyć zakres naszych doznań. Pragniemy wreszcie zdobyć materiał porównawczy, który pozwoli nam zrozumieć zjawisko kuchni polskiej, rodzimej.

Zainteresowanie kuchniami innych kultur najlepiej realizuje się poprzez podróże. Nie każdy jednak może zwiedzać świat, nie każdy też może sobie pozwolić na częste odwiedzanie etnicznych restauracji. I to dla takich przede wszystkim osób organizowana jest coroczna impreza na wrocławskim Rynku. „Europa na widelcu” to ekspresowa podróż dookoła Starego Kontynentu bez potrzeby opuszczania kwadratu zabytkowego placu wokół wrocławskiego ratusza.

Termin 4 czerwca nie jest przypadkowy. Impreza została wymyślona dwa lata temu, aby uświetnić Dzień Wolności, proklamowany przez prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza w 20-tą rocznicę wyborów powszechnych w 1989 roku, które zakończyły epokę komunizmu i po niemal półwieczu pozwoliły na powrót Polski do Europy.

Co ma kuchnia do wolności? Wbrew pozorom bardzo dużo. Blisko pół wieku komunizmu w Polsce oznaczało całkowitą „urawniłowkę” w wielu dziedzinach kultury, ale mało gdzie aż taką, jak w gastronomii i na półkach sklepów spożywczych. Z jednej strony tak zwana „władza ludowa”, podobnie jak w innych państwach „sowieckiego bloku”, zlikwidowała prawie wszelkie różnice między regionami kraju, a do gastronomii wprowadziła sztywne receptury ustalane przez sekretarzy partii.

Charakterystyczne, że w czasie wielkich przemian 1989 roku gastronomia i handel spożywczy były dziedzinami, w których zmiany nastąpiły wyjątkowo szybko i efektownie. Natychmiast pootwierano restauracje z kuchnią chińską, włoską, francuską itd., z dnia na dzień zaczęto warzyć dobre piwo, w sklepach pojawiła się oliwa, owoce morza, awokado itp. No i wolność to możliwość przekraczania granic. Za komuny władza większości odmawiała paszportów, nie chciano by obywatele za dużo wiedzieli o świecie.

Zasadniczym elementem wrocławskiego festiwalu kulinarnego jest gigantyczny okrągły „stół”, utworzony ze straganów, z których podaje się potrawy ze wszystkich krajów naszego kontynentu. Przez pierwsze dwie edycje reprezentowany był każdy kraj Unii, w trzeciej formuła została poszerzona do wszystkich krajów Europy. Wszystkie potrawy przygotowują szefowie kuchni wrocławskich restauracji zrzeszeni w Dolnośląskiej Loży Kulinarnej oraz w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Szefów Kuchni i Cukierni, a asystują im uczniowie tutejszego Zespołu Szkół Gastronomicznych.  Zwiedzający za bardzo niewielką opłatą mogą degustować dziesiątki ciekawych potraw.

Jednocześnie trwa wielki jarmark produktów spożywczych z całego świata. W jego ramach funkcjonuje m.in. „Aleja Win”, gdzie wystawiają się rozmaici importerzy, oraz „Aleja Piw” gdzie można napić się piwa z najlepszych browarów w Europie. Odbywa się doroczny Turniej Nalewek, konkursy i wystawy. Na scenie trwają pokazy kulinarne, co roku produkuje się współgospodarz imprezy – Robert Makłowicz. Odbywają się też koncerty, co roku rozbrzmiewa WrocLove Band, big-band powołany do życia specjalnie z okazji tego festiwalu.

Wygląda na to, że „Europa na widelcu” na stałe weszła do wrocławskiego kalendarza.

Piotr Bikont