Europejska biesiada nie może odbyć się bez dobrej muzyki w wykonaniu artystów reprezentujących różne kraje i kultury. Zwieńczeniem tegorocznej uczty na wrocławskim rynku będzie zatem koncert orkiestry Wroclaw Respect Orchestra, o którym rozmawialiśmy z jego inicjatorami: Pawłem Gołębskim oraz Mariuszem Dziubkiem.

Smaki Wrocławia: Czym jest Wroclaw Respect Orchestra?

Paweł Gołębski: Wielu wrocławskich muzyków przyjechało do stolicy Dolnego Śląska z innych rejonów Polski, Europy i świata. My też należymy do tej grupy. Dlatego Wrocław pod względem muzycznym jest naczyniem, do którego dodaje się wiele składników. To taki melting pot, czyli tygiel narodów. Gdy zadzwonił do mnie Mariusz, który uwielbia dęciaki, wiedzieliśmy, że chcemy stworzyć coś na bazie mieszania się muzyków, a najlepszym sposobem na to jest powołanie orkiestry. Pomyśleliśmy, że to powinna być taka reprezentacyjna orkiestra miejska – orkiestra z miasta spotkań, bo żadne miasto w Polsce tego nie ma. Są oczywiście zespoły reprezentujące gminy, orkiestry ludowe czy wojskowe.
Mariusz Dziubek: Te, o których mówi Paweł, składają się zazwyczaj z instrumentów dętych w tym tradycyjnym rozumieniu, czyli są to orkiestry marszowe, amatorskie lub zawodowe, natomiast rozrywkowych, dętych orkiestr koncertowych w Polsce nie ma.
PG: Obaj bardzo lubimy Wrocław i dobrze się tu czujemy. Angażujemy artystów związanych z Wrocławiem, dlatego nie mogło go zabraknąć w nazwie WROrkiestry. Pomyśleliśmy, że fajnie by też było, gdyby Wrocław, który słynie z gościnności, otwartości i jest nazywany miastem spotkań, był miejscem, w którym najważniejszym elementem jest wzajemny szacunek. Chcieliśmy więc, w jakiś sposób spiąć ten wspólny pomysł muzyczny w jedną całość. I tak powstał projekt oraz jego nazwa – Wroclaw Respect Orchestra.
MD: A jaka dziedzina sztuki łączy, jak nie muzyka? Jesteśmy więc nie tylko orkiestrą grającą, ale też orkiestrą z przesłaniem.

Fot. Sławomir Przerwa

SW: WROrkiestra to w dużej mierze instrumenty dęte. W czym mają wyższość nad innymi instrumentami?

MD: Paweł też bardzo często zadaje mi to pytanie. To jest moja pasja od dzieciństwa. Będąc dzieckiem, zacząłem interesować się muzyką, a moim pierwszym instrumentem był akordeon, który jest instrumentem dętym. Później poszedłem do szkoły, w której były tylko instrumenty dęte i siłą rzeczy musiałem nauczyć się grać na jednym z nich. Był to puzon. Wtedy odkryłem, że instrument ten ma moc i piękną barwę, dlatego można go wykorzystać w muzyce rozrywkowej, popularnej, w utworach, które mamy w świadomości jako grane przez orkiestry smyczkowe czy instrumenty elektroniczne. Po drugie, studiowałem kierunek, który raczej preferował muzykę symfoniczną i instrumenty smyczkowe. Przekornie chciałem pokazać ludziom, że orkiestry dęte można kojarzyć nie tylko z pokazów marszowych czy różnego rodzaju happeningów. Na scenie może usiąść profesjonalna, zawodowa orkiestra dęta i wykonać największe przeboje właśnie w aranżacji na dęciaki.

Fot. Sławomir Przerwa

SW: Dlaczego wrocławianie powinni przyjść na Państwa koncert podczas Europy na widelcu?

MD: Odpowiedzią jest muzyczna idea Wroclaw Respect Orchestra, czyli przeboje, które słyszymy w radiu czy w telewizji, zagrane w nietuzinkowych, oryginalnych aranżacjach, przy których będzie można się świetnie bawić. Ilekroć rozmawiam z ludźmi, którzy przed przyjściem na koncert nie znali brzmienia naszej orkiestry, słyszę po występach, jak z wielkim entuzjazmem i pozytywną energią wypowiadają się o naszym muzykowaniu.
PG: Wszyscy lubimy być na Rynku, tym bardziej, gdy dzieje się coś takiego, jak Europa na widelcu. W tej atmosferze wspólnego jedzenia, picia i rozmawiania, powinno się spędzać miło czas, poznając różnych ludzi, różne kultury i przybyszów z innych krajów i kontynentów. Fajne jest to, że możemy poznać i zasmakować ludzi, którzy też gdzieś byli, coś widzieli. Tu chodzi o takie spotkanie jak przy stole, w oprawie muzycznej.

SW: Kto wystąpi z WROrkiestrą 3 czerwca na Rynku?

PG: Ludzie, którzy przynajmniej od kilku lat mieszkają we Wrocławiu. Są to osoby znane wrocławianom. Zacznę od Brytyjczyka, Philipa Fairweathera, który jest – śmiem postawić odważna tezę – najbardziej znanym obcokrajowcem w naszym mieście. Philipa kojarzą wszyscy, którzy chociaż raz byli na rynku, a on stał pod DH Feniks i śpiewał. To jest ten facet, który zawsze stoi w garniturze, z brodą, z jego magnetofonu leci swing, a on śpiewa.
MD: Wiesz, jakiego dostał pozytywnego kopa na wiadomość, że wystąpi z orkiestrą? A przed chwilą Keelah wysłała mi smsa w odpowiedzi na listę utworów, które zagramy podczas Europy na widelcu. Również czeka na ten występ z niecierpliwością i jest bardzo szczęśliwa, że z nami wystąpi.
PG: Będzie na pewno dowcipnie. Keelah jest znakomitą komediantką. To bardzo energiczna i żywiołowa dziewczyna, która dużo mówi, żartuje. Wystąpi też Sam Alty, czyli chłopak, który parę lat temu trafił do Wrocławia z Nowej Zelandii. Przejechał cały świat i dotarł do Wrocławia. Parę miesięcy temu wpadł na genialny pomysł. Skomponował muzykę, którą nagrał na płytę wraz z bezdomnymi mężczyznami, którzy współpracują z ośrodkiem dla bezdomnych. Namówiono ich do zrobienia czegoś artystycznego i w efekcie powstała płyta Nowozelandczyka tworzącego z bezdomnymi. Zaprosiliśmy również João de Souse, czyli Portugalczyka znanego z Mam Talent, The Voice of Poland. Promuje w Polsce fado, czyli muzykę wywodzącą się z Lizbony, opowiadającą o losie, o przeznaczeniu. Na scenie pojawi się też Ukrainka, która reprezentuje pokaźną grupę Ukraińców we Wrocławiu. Polskim akcentem będzie młody talent ze szkoły Natalii Lubrano – Agata Gołemberska. Wokaliści będą śpiewać nie tylko solo, ale też w duetach.
MD: A kulminacją koncertu będzie wspólna zabawa przy wrocławskiej piosence.
PG: Na finał chcemy zagrać piosenkę Marii Koterbskiej “Mkną po szynach niebieskie tramwaje” w nowej aranżacji. Przez lata nie była wykonywana, jest trochę zapomniana, ale Mariusz zaaranżował ją w nowej, szybkiej, dynamicznej wersji właśnie na orkiestrę dętą.

Fot. Sławomir Przerwa

SW: Rok temu podczas jednego z wywiadów powiedzieli Panowie, że życzą sobie, żeby koncert na Europie na widelcu nie był ostatnim występem Wroclaw Respect Orchestra. To życzenie się spełniło. A o czym marzą Panowie teraz?
MD: Życzymy sobie, żebyśmy następnym razem spotkali się na koncercie na stadionie przy 40-tysięcznej publiczności.
PG:
Marzą nam się duże rzeczy na dziesiątki tysięcy ludzi. Liczymy na to, że pomogą nam życzliwe osoby, które zainteresuje nasza idea będąca kwintesencją Wrocławia. Właśnie w taki sposób chcemy pokazać i reklamować to miasto. Bo wiesz, co to jest smak Wrocławia? To jest nie tylko to, co jemy i pijemy. Smaki Wrocławia to są też ludzie, którzy tu mieszkają. Bo największą wizytówką miasta są właśnie jego mieszkańcy: Polacy i obcokrajowcy, bo to oni mówią dobrze o mieście, to oni wymyślają idee, z których potem Wrocław słynie. Chodzi o to, żeby czerpać z tych ludzi, którzy są dookoła, a nie szukać gdzieś na końcu świata.

Fot. Sławomir Przerwa