Wrocław po raz drugi nadział Europę na widelec. A właściwie na tysiące widelców. W pierwszy weekend czerwca wspaniała uczta na rynku stolicy Dolnego Śląska przyciągnęła prawdziwe tłumy gości. Festiwal „Europa na widelcu” — projekt znanych wszystkim smakoszy: Roberta Makłowicza i Piotra Bikonta — stał się już smakowitą tradycją, celebracją kolejnych rocznic pierwszych wolnych wyborów w Polsce.
2010europanawidelcu43

W tym roku ta kulinarna impreza trwała aż cztery dni. 4 czerwca zapisał się w kalendarzu jako „Dzień wolności”. Tę rocznicę już po raz drugi uczczono na wrocławskim rynku wielką biesiadą. Na konferencji prasowej (która odbyła się 19 maja w Art Hotelu) Makłowicz i Bikont podkreślali unikalność imprezy. Znane są co prawda różne biesiady czy też kulinarne festiwale, ale zwykle dotyczą one kuchni regionalnych. Tylko „Europa na widelcu” oferuje możliwość degustacji w jednym miejscu kuchni 27 krajów Europy. Dla Bikonta i Makłowicza jest to spełnienie marzenia, z którego realizacją nosili się już od dawna. Co ciekawe — bardzo trudno było znaleźć odpowiedniego partnera, który podjąłby się organizacji takiej imprezy.

Potencjał „Europy na widelcu” dostrzegł jedynie Wrocław. Pomysłodawcy festiwalu chwalili na konferencji prasowej włodarza naszego pięknego miasta, Rafała Dutkiewicza, oraz Biuro Promocji. Zresztą — sami chyba Państwo przyznają — taka impreza idealnie wpasowuje się w wielokulturową tożsamość nadodrzańskiej metropolii. Ciężko przecież zdefiniować wrocławską kuchnię, która przez wieki podlegała najróżniejszym wpływom i pewnie dzięki temu jest tak zróżnicowana i coraz chętniej stosowana przez szefów kuchni.

Przygotowania do „Europy na widelcu” zaczęły się już w lutym. Powołana została wówczas specjalna komisja, w której skład weszli z przedstawiciele organizatora festiwalu — Biura Promocji Miasta, oraz współorganizatorów — Dolnośląskiej Loży Kulinarnej (DLK), Zespołu Szkół Gastronomicznych (ZSG) we Wrocławiu, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni (OSSKiC), hotelu „HP Park Plaza”, Art Hotelu, hotelu „Azyl”, restauracji „Akropolis”, restauracji Multifood „STP” oraz firm: Unilever Foodsolutions, Dolnośląskiego Centrum Zaopatrzenia Gastronomii „Hambex” i Nelson Catering & Events. Organizacja „Europy na widelcu” już tylko pod kątem logistycznym okazała się wielkim wyzwaniem.

Scenariusze, plany, check-listy — wszystko zostało rozpisane co do szczegółu: co, jak, kiedy i kto. Samo jedzenie w ilości 54 000 porcji ważyło prawie 5 ton. Szefowie kuchni przygotowali dania reprezentujące kuchnie poszczególnych krajów Unii Europejskiej.

Trzeba było również zorganizować stoiska wraz z zapleczem technicznym, sprzętem grzewczym oraz chłodniczym, transport, parkingi, toalety, a także scenę z nagłośnieniem. Osobnym tematem była organizacja jarmarku towarzyszącego biesiadzie. Nad przygotowaniami do tego wydarzenia czuwać więc musiała solidna ekipa.

Menu biesiady zostało opracowane przez Roberta Makłowicza i Piotra Bikonta we współpracy z wrocławskimi szefami kuchni. Wśród dań znalazły się zarówno przekąski, jak też zupy, dania główne i desery. Wszystkie pozycje z menu zostały przygotowane w małych porcjach w celu umożliwienia smakoszom degustacji kuchni różnych krajów. Gotowanie europejskich przysmaków rozpoczęło się już w czwartek 3 czerwca.

Kulminacyjny punkt programu festiwalu „Europa na widelcu”, czyli wielka biesiada, rozpoczęła się w słoneczny piątek 4 czerwca o godz. 13.30, kiedy to ulicą Świdnicką, jak nakazuje wrocławska tradycja, wśród dźwięków bębnów, przemaszerował do rynku orszak prowadzony przez Piotra Bikonta. Zaraz za nim kroczyli kuchmistrze w olśniewająco białych bluzach. Po dotarciu do rynku wszyscy weszli na scenę, na której po kolei przedstawili się zgromadzonym gościom. Po oficjalnym wstępie kucharze przeszli do swoich stanowisk, by przygotować się do wydawania posiłków. W kuluarach „pod gołym niebem” panowała przyjacielska atmosfera — kucharze wymieniali się wrażeniami z całonocnego, w wielu przypadkach, gotowania.

Odświętne bluzy podkreślały pasję i dumę, z jaką codziennie wykonują swój zawód. Zanim wybiła „godzina zero”, musieli przygotowywać do wydania pierwsze porcje europejskich dań. W tym czasie na scenie rozpoczął się pokaz kulinarny Roberta Makłowicza. Gdy wskazówki ratuszowego zegara zbliżyły się do godziny 15.00, dano sygnał do wydawania posiłków. Aby popieścić kubki smakowe europejskimi smakami należało wcześniej w kasach zakupić specjalne bony o wartości 3 zł. Tyle właśnie kosztowała każda porcja, bez względu na rodzaj kuchni. Pieniądze ze sprzedaży bonów zostały przeznaczone między innymi na stypendia dla uczniów wrocławskiego „gastronomika”.

2010europanawidelcu40

Kalejdoskop Kultur – relacja

Z tego też powodu „Europę na widelcu” można uznać za swego rodzaju kulinarny bal charytatywny. A zainteresowanie było ogromne — koneserów kusiły cena, apetyczne zapachy rozchodzące się po wrocławskim rynku oraz ciekawie brzmiące nazwy dań — na przykład Porgandisõrnikud z Estonii, Quiche lorraine z Francji, Tadam mimli bil-ġobon feta z Malty, Toucinho da céu z Portugalii czy też Pontyhalaszle z Węgier. Bikont i Makłowicz osobiście odwiedzili każde stoisko, degustując wszystkie potrawy, komentując ich smak oraz przytaczając krótkie historyjki na ich temat. Dania serwowali ich twórcy — szefowie kuchni z pomocą uczniów z wrocławskiego ZSG.

Wśród licznie zgromadzonych gości widać było wiele znanych w branży gastronomicznej twarzy. Nie zabrakło również pasjonatów gotowania z niezależnej grupy „Uszczęśliwianie Przez Gotowanie” (UPG), zrzeszającej na portalu „Golden Line” grubo ponad 5000 członków.

Za konferansjerkę podczas drugiego i trzeciego dnia festiwalu „Europa na widelcu” odpowiedzialny był Paweł Gołębski, który doskonale sobie radził z czynieniem honorów pana domu. Zabawiając gości ciekawymi historiami, zyskał sobie ogromną sympatię.

A tymczasem na scenie odbywały się w najlepsze kulinarne pokazy — oprócz tych w wykonaniu Roberta Makłowicza można było podziwiać w akcji naszych wrocławskich kucharzy: Łukasza Terlikowskiego (hotel „Azyl” z Kątów Wrocławskich) i Roberta Polińskiego (Unilever Foodsolutions), Krzysztofa Gnieciaka i  Serveta Kovaci (restauracja „Akropolis”), wspaniały pokaz kuchni molekularnej przygotowany przez Jarosława Uścińskiego i Henryka Pasternaka (OSSKiC) oraz pokaz Jadwigi Juszko i Zbigniewa Koźlika (DLK).

Wyposażenie stanowisk kuchennych na wrocławską scenę dostarczyła firma Fagor Mastercook SA. Na zainstalowanym w rynku telebimie odbywała się transmisja zarówno wydarzeń ze sceny, jak też ze stoisk biesiady oraz z  jarmarcznych kramów. Właśnie tam można było zakupić różne przysmaki, w tym fantastyczne sery polskie, czeskie i austriackie oraz najróżniejsze gatunki piw (na przykład z belgijskiego browaru Lindemans, produkowane na zasadzie spontanicznej fermentacji) i win — również tych prosto z rąk aktora i winiarza Marka Kondrata. Na zakończenie drugiego dnia festiwalu „Europa na widelcu” wystąpił zespół „Przedwietrze” (znany wcześniej jako „Słoma i bębny”) oraz Ewa Bem w towarzystwie wrocławskiego Big Bandu „WrocLove”.

Również trzeciego dnia festiwalu nie zabrakło atrakcji. Jedną z nich był finał konkursu cukierniczego na „Torcik Królowej Luizy”. Żona króla Prus Fryderyka Wilhelma III,  odwiedzając Wrocław w 1804 roku, postanowiła wydać przyjęcie. Zamówienie na słodkości złożyła u znanego wrocławskiego mistrza cukiernictwa — Periniego. Jedną z pozycji miały być małe torciki o orzechowym smaku, niezbyt słodkie, wyglądem przypominające górę Śnieżkę, której szczyt królowa Luiza zdobyła przy okazji jednej z wcześniejszych wizyt na Dolnym Śląsku.

Taka jest krótka historia deseru „Königin-Luise-Gedeck”, o którym można poczytać w fascynującej książce Grzegorza Sobela Przy wrocławskim stole. Dzięki tej książce przetrwała pamięć o popularnym przed laty torciku. Niestety, nie zachowała się receptura tego specjału. I właśnie z tego powodu ogłoszony został konkurs, do którego stanęli wrocławscy cukiernicy. Do finału zakwalifikowali się Mirosław Koś z hotelu „HP Park Plaza”, Piotr Kmieć z restauracji „Bernard” oraz Robert Konopnicki z Kuchni Marché.

Jak już wiadomo, głównymi wytycznymi odnośnie do tego słodkiego specjału był orzechowy smak oraz kształt przypominający górę Śnieżkę. Przewodniczącym jury był Kurt Scheller, pozostali jurorzy to: Grzegorz Sobel (doskonały znawca historii wrocławskiej gastronomii, wspierany przez 10-letnią córkę Jagnę, która szczegółowo opisała każdy torcik, przyznała własną punktację i wręczyła zwycięzcom własnoręcznie wykonane dyplomy), Piotr Bikont, Robert Dmochewicz (rzecznik prasowy Dolnośląskiej Loży Kulinarnej, Marcin Paździor (Barry Callebaut), Piotr Malewski (Stalgast Ekspert Gastronomiczny), Piotr Szczygielski i Andrzej Bryk (Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szefów Kuchni i Cukierni). Konkurencja była bardzo ostra, a ostateczna punktacja wyrównana.

Pierwsze miejsce zajął Mirosław Koś, drugie przypadło Piotrowi Kmieciowi, natomiast trzecie — Robertowi Konopnickiemu. Wręczenie nagród odbyło się około godziny 18.00 na scenie w rynku. Nagrodą za pierwsze miejsce był stelaż do tortu ufundowany przez firmę Stalgast. Ponieważ jak na królewskie delicje przystało, tylko nieliczni mieli szansę spróbować tego specjału, z pomocą gospodarzom przybył wrocławski „Mamut”, firma z długą tradycją w branży piekarniczej i ciastkarskiej. Od pewnego czasu ma ona w ofercie pączki wrocławskie, których sekretny przepis (pochodzący z okresu świetności Breslau) zdradził znów nie kto inny, tylko badacz tradycji Grzegorz Sobel. Właśnie te pączki „Mamut” przygotował do degustacji dla gości „Europy na widelcu”.

Z całą pewnością w tym czasie piękna i mądra królowa Luiza uśmiechała się z góry do pewnego bibliofila, zafascynowanego obyczajami wrocławskiego stołu, oraz do tłumu zachwyconych gości.

2010europanawidelcu05

Kalejdoskop Kultur – relacja

W ramach biesiady odbyła się również I edycja Dolnośląskiego Konkursu Potraw Regionalnych. Organizatorem konkursu był Zespół Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu. Dyrektor ZSG Krystyna Szumilak zaprosiła do konkursu szkoły gastronomiczne z Dolnego Śląska. W szranki stanęło osiem dwuosobowych drużyn. Zadanie polegało na przygotowaniu przystawki oraz dania głównego przy użyciu produktów regionalnych: schabu z prosięcia oraz pstrąga. Konkurs odbył się w ZSG we Wrocławiu 25 maja, a w jury zasiedli członkowie Dolnośląskiej Loży Kulinarnej: Zbigniew Koźlik (szef kuchni hotelu „HP Park Plaza”), Grzegorz Pomietło (szef kuchni „Art Hotelu”) oraz Kazimierz Malec (szef kuchni hotelu „Campanile”).

Pierwsze miejsce w konkursie zajęli uczniowie Zespołu Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu Krystian Skwierz i Adrian Stojewski, którzy przygotowali „Świnkę pieczoną z leśnymi skarbami” oraz „Króla potoku górskiego w marchewkowej bryzie, otulonego szczawiowymi łąkami”. Przyznają Państwo, że to brzmi jak obietnica poezji smaku… Laureaci trzech pierwszych miejsc — z ZSG we Wrocławiu, z Zespołu Szkół nr 7 w Wałbrzychu oraz z Zespołu Szkół Hotelarsko-Turystycznych w Świdnicy przygotowali pokazy kulinarne swoich dań konkursowych; odbyły się one na scenie w rynku, w trzecim dniu „Europy na widelcu”.

Tego dnia odbywały się również pokazy domowych sposobów warzenia piwa i nalewek. Domowe nalewki były także przedmiotem kolejnego konkursu, którego rozstrzygnięcie nastąpiło późnym popołudniem. W skład jury weszły między innymi takie osobistości jak: Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, Robert Makłowicz, Piotr Bikont oraz autor doskonałych kryminałów, Marek Krajewski. Pierwsze miejsce zajęła nalewka agrestowa Hieronima Błażejaka z województwa kujawsko-pomorskiego. Ten sam uczestnik zdobył również trzecie miejsce za swoją wiśniówkę oraz otrzymał wyróżnienie za nalewkę „Kwiat czarnego bzu”. Drugie miejsce zajęła dereniówka Jana Browarskiego, jury wyróżniło też Stanisława Smarducha za smorodinówkę. Oprócz konkursów i pokazów kulinarnych w sobotnie popołudnie czas umilał gościom teatr „Klinika Lalek”. Wieczór zaś zakończył się występem zespołów Family Business feat. Natalia Grosiak oraz Optimystic.

Czwarty dzień festiwalu zdominował jarmark. Tego dnia można było wykorzystać ostatnią szansę zaopatrzenia domowych spiżarni w sery, miody, wino i piwo o niepowtarzalnych walorach nie tylko smakowych.

Festiwal „Europa na widelcu” w kadrach uwiecznił utalentowany wrocławski fotograf Tomasz Jozefovski, który przygotował dokumentację dla Biura Promocji Miasta.

Dziękuję Wam, Koledzy Kucharze! Dziękuję wszystkim znajdującym w gastronomii ujście prawdziwego żywiołu. Dziękuję za to, że nakarmiliście swoimi smakołykami wszystkich gości biesiady, na którą przybyli zarówno mieszkańcy naszego miasta, jak też turyści z kraju i zagranicy. Trzeba przyznać, że Wrocław jako kulinarna stolica Polski stanął na wysokości zadania. Stara, znana wszystkim zasada „przez żołądek do serca” jest wciąż aktualna.

Panie i Panowie — takie rzeczy tylko we Wrocławiu. Koniec i bomba, a kto nie był — ten trąba 😉

Robert Dmochewicz
Rzecznik Prasowy Dolnośląskiej Loży Kulinarnej